Na Kacu
Obudziłem się rano z wyżerającym mój mózg od środka bólem głowy. Kompletnie nic nie pamiętam z minionego wieczoru. Chyba była impreza...
A tak! Impreza urodzinowa zorganizowana przez chłopaków. To było cholernie miłe z ich strony, ale teraz mam ochotę ich pozabijać. Jeżeli mój mózg w miarę możliwości dobrze funkcjonuje, to wprosili się z buciorami do mojego sterylnie czystego mieszkania. Było dużo alkoholu. Jak za dawnych czasów, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem, nie pamiętam.
Nagle poczułem, że coś się obok mnie poruszyło.
NIENONIEWIERZE.JPG
REITA?! A-ale... no ja pierdole. Leży śmierdzący w mojej pościeli.
- Wypierdalaj. - Powiedziałem i bezprecedensowo wypchnąłem go z łóżka. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że zabolał mnie tyłek. Boże... My chyba nie... - Akira, idioto. Wstawaj i mi wszystko wyjaśnij! - Basista tylko zakrył głowę poduszką, która razem z nim wylądowała na podłodze. Chyba mu się specjalnie nie spieszyło. - Rei, no! Woke up~!
- Możesz nie drzeć mordy z samego rana... Proszę... - Wymamrotał i wturlał się pod łóżko. Może i to wyglądało przekomicznie, ale mi za bardzo do śmiechu nie było.
- Nie mogę. Wracam za pięć minut i chcę cię widzieć na nogach. - Wygramoliłem się z łóżka i ubrałem ulubiony dresik. Tak, posiadam taki. Związałem włosy w kitkę i wymaszerowałem z sypialni. Momentalnie zakręciło mi się w głowie.
- CO TO KURWA JEST?! - Wydarłem się.
Nie wierzę. Po prostu nie wierzę, że pięć osób może zrobić taki syf. Z salonu wychylił głowę Aoi.
- Nie. Drzyj. Tej. Mordy. - Prychnął i zmierzył mnie swoimi czarnymi oczami. Aż mnie przeszły dreszcze. Dawno nie widziałem Yuu na kacu. Trzeba przyznać, że to dość niezwykłe zjawisko.
Przepchnąłem go w drzwiach i wpakowałem się do centrum mieszkania.
Spokojnie Ruki, oddychaj. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7... Liczenie do dziesięciu nic nie daje! Korytarz to była tylko namiastka tego co było w salonie! Puszki, butelki, paczki po chipsach, kartony, to nawet nie wiem co to jest, kot, jakaś surykatka... Loading... CO. Przedarłem się przez 50cm zaspy śmieci i wlazłem na stół. To chyba najczystsze miejsce w tym domu.
- Co tu do kurwy nędzy robi surykatka? To jest surykatka... prawda? - Wskazałem palcem na dziwne coś wystające spod sterty kartonów, które nagle ZACZĘŁY SIĘ RUSZAĆ. - Boże. Aoi! Co to jest tam nooooo! - Pisnąłem kiedy to coś zaczęło wstawać i wydawać jakieś dziwne dźwięki. Ja nie chce umierać~!
Kruczoczarny pan tylko się lampił na mnie jak na idiotę. O co mu chodzi. To coś... Wygląda jak... O... To Uruha.
- Uru skarbie. Nie chce nic mówić, ale Ruki stwierdził, że twoje włosy wyglądają jak surykatka. - Shiroyama miał ze mnie niezły polew, a Takashima się jeszcze chyba do końca nie obudził. O Buddo! Banda idiotów!
Zrobiłem naburmuszoną minkę.
- Nie śmiej się tylko zanieś mnie do kuchni. - Rozkazałem. Plebs musi znać swoje miejsce.
- A niby z jakiej racji mam cie nosić?
- A no z takiej, że ja się utopie w tych śmieciach~! Yuu noooo... Ja nie chcę umierać!
- Nie umrzesz, spokojnie. Myślę, że powietrza tam jest wystarczająco.
- Nawet jeśli, to i tak nie wiem co się czai w głębinach! Tam mogą być potwory~! Prooooszeeee... Aoi-chan~! - Zrobiłem minkę zbitego psa na co gitarzysta westchnął głośno i zaczął się przedzierać przez zaspy w moją stronę. HA, 1:0 dla mnie. Tak naprawdę, to nie chciałem chodzić sam z powodu okropnego bólu tylnej części ciała, ale przecież się nie przyznam.
Aoi w końcu dotarł do mnie i obrócił się tyłem bym wskoczył mu na barana. Uwielbiam siedzieć na czyichś plecach, a najlepsze plecy są Yuu i Uruhy. Oooo tak~
Wgramoliłem się na czarnowłosego i ruszyliśmy w stronę kuchni. Mam dziwne wrażenie, że jemu chodzenie również sprawia trudność. Eh... co tu się wyprawia.
Dotarliśmy szczęśliwie do drzwi kuchennych. Zszedłem z gitarzysty i uchyliłem wrota. Tak, wrota. To określenie idealnie pasowało, do tego co znajdowało się w pomieszczeniu. Było tam biurko, czarne zasłony i wielki skórzany fotel obrócony do nas tyłem. Skąd do cholery jasnej to się tam wzięło?!
- Witam. Witam. Jak się spało? - Usłyszałem głos Kai'a dochodzący zza fotela. Co on odpierdala? Aoi wyglądał na tak samo zdezorientowanego jak ja. Czyli on również nic nie rozumie.
- Kai co ty do jasnej cholery odwalasz? - Yuu zmarszczył brwi. Przeniosłem z niego wzrok znów na fotel i również zmniejszyłem odległość między brwiami, a co. Nie będę gorszy.
- Zapytałem czy dobrze się wam spało. - Lider zaczął powoli odwracać się na fotelu. Miał na sobie czarny garnitur, a na kolanach równie czarnego kota. Nie no, tracę wiarę w ludzkość! Po pierwsze, skąd on wytrzasnął kolejnego kota, a po drugie, czemu ma na sobie garniak? On chyba jeszcze nie wytrzeźwiał. - Ruki, czemu Aoi nosi cię na barana? Czemu nie przyszedłeś tu sam? - Uke wypowiadał się w sposób typowo filmowy.
Nie... Ja zrywam z nimi znajomość. Wyprowadzę się i będę pracować w szczerym polu. Tak, to dobry pomysł.
- Jakiś problem Panie Lider? - Stwierdzam, że Kai + Rapeface = Ja pierdziele... Umrzeć. Nic więcej.
- A ty Aoi czemuż to chodzisz tak jakoś krzywo? - Aoi zbladł.
- Kai... tyyyyy~!! - przymrużyłem oczy. On wie. - Gadaj. Ty pamiętasz wszystko z wczorajszej nocy. Gadaj co się działo i gadaj jakim cudem wylądowałem w łóżku z Reitą~! - Yuu spojrzał na mnie wielkimi oczyma. Ups.. Miałem nic nie mówić.
- Rukson, spokojnie. Aoi również cierpi na ból zadniej części ciała. Nie jesteś sam. - Powiedział i zaczął się śmiać niczym psychol z horroru, a raczej komedii, bo zakończył ten majestatyczny śmiech równie majestatycznym kaszlem.
- Kai nooooo... gadaj!
- No dobra. Więc, była impreza. - No proszę. Kto by się domyślił. - Wszystko było ok, ale na koniec, gdzieś o 3-4 nad ranem, zachciało wam się gry w butelkę, a skutki to chyba znacie.
- No, ale... chyba nie było takich zadań żeby się z kimś przespać!
- Nie było, lecz trochę się porobiło i tak wyszło.
- To znaczy, co się porobiło? - Byłem coraz bardziej ciekawy wczorajszego wieczoru. Co ja takiego zrobiłem, że wylądowałem z basistą w łóżku?
- Dostałeś zadanie, żeby powiedzieć Reicie coś, co przed nim ukrywasz i powiedziałeś mu dwa słowa. - I w tym momencie to już nawet nie wiedziałem czy jestem blady jak ściana, czy czerwony jak cegła. Że niby powiedziałem mu "Kocham Cie"?! Nie... Przecież ja nie czułem nic takiego do niego. Prawdą jest to, że blondyn jest niesamowicie przystojny, ale to nic więcej! Trzeba to wyjaśnić.
Wybiegłem z kuchni i wpadłem jak burza do sypialni. Reita stał przy otwartym oknie i palił papierosa. Przeszły mnie dreszcze. Było cholernie zimno. W końcu wczoraj spadł śnieg...
- Akira?
- Hmm..?
- Pamiętasz coś z wczorajszej imprezy?
- Nie specjalnie...
- To świetnie~! - Wyśpiewałem i odwróciłem się na pięcie z zamiarem opuszczenia pokoju. Na daremne moja walka z grawitacją gdyż blondyn w porę mnie zatrzymał.
- Ale zapamiętałem coś najważniejszego. - Wziąłem głęboki oddech. Byłem pewien że teraz będzie się ze mnie nabijał, ale o dziwo nic takiego nie nastąpiło. Poczułem tylko jak obejmuje mnie od tyłu i pociąga lekko tak, że usiedliśmy na łóżku. Przytulił się do mojego karku. - Taka... a ty pamiętasz co mi powiedziałeś? - Nie widziałem jego twarzy, ale byłem pewien, że się uśmiecha.
- C-czy ja wiem? - Dobra, zacząłem się jąkać jak jakaś dziewica. Ruki ogar. Powiedz co masz powiedzieć i z głowy.
- Tak, czy ty wiesz.
- Etto... Kocham Cie. - JEZU NIE TO MIAŁEM POWIEDZIEĆ.
Reita uśmiechnął się i obrócił mnie przodem do siebie po to by namiętnie mnie pocałować. Zamruczałem cicho. - Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. - Powiedział i pocałował mnie znów, lecz tym razem krótko i delikatnie. Stwierdzam, że to były najlepsze urodziny mojego życia. Przyznaję się bez bicia. Dobrze, że mu to powiedziałem, ale teraz koniec tego. Zgramoliłem się z jego kolan.
- Trzeba odgruzować to mieszkanie.
- Przydałoby się. - Blondyn wstał i omiótł wzrokiem sypialnie. Jeżeli on myśli, że tu jest burdel, to niech lepiej stąd nie wychodzi.
Loading...
- WAIT.
- Co?
- A ty nie chcesz mi czegoś powiedzieć? Tak trochę... głupio się czuję. - Odwróciłem od niego wzrok. Strasznie mnie peszy jego nagi tors. Oj strasznie...
- Oczywiście, że chcę ci coś powiedzieć. - Zamruczał i podszedł do mnie. Nachylił się lekko nad moim uchem. - Powiem ci... że uroczo jęczysz. - Wymruczał i zgiął się w pół z powodu dość mocnego uderzenia z pięści w brzuch. Prychnąłem i wyszedłem z sypialni.
- Idiota. - Uśmiechnąłem się do siebie. - Mój idiota.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Num~ Taki krótki one-shot z okazji Rukisiowych urodzin ^3^
To już 33 lata? Tak? Dobrze pamiętam? xD Stara dupa z niego. Nic po nim nie widać, w ogóle się nie zmienia. Też bym tak chciała...
A jeżeli chodzi o to wyżej, to mam nadzieję, że się komukolwiek przypadnie do gustu to co tu nabazgrałam. Więc jeżeli wam się spodobało, to komentujcie. Jeżeli wam się nie spodobało, to też komentujcie. Z góry dziękuję~
Obudziłem się rano z wyżerającym mój mózg od środka bólem głowy. Kompletnie nic nie pamiętam z minionego wieczoru. Chyba była impreza...
A tak! Impreza urodzinowa zorganizowana przez chłopaków. To było cholernie miłe z ich strony, ale teraz mam ochotę ich pozabijać. Jeżeli mój mózg w miarę możliwości dobrze funkcjonuje, to wprosili się z buciorami do mojego sterylnie czystego mieszkania. Było dużo alkoholu. Jak za dawnych czasów, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem, nie pamiętam.
Nagle poczułem, że coś się obok mnie poruszyło.
NIENONIEWIERZE.JPG
REITA?! A-ale... no ja pierdole. Leży śmierdzący w mojej pościeli.
- Wypierdalaj. - Powiedziałem i bezprecedensowo wypchnąłem go z łóżka. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że zabolał mnie tyłek. Boże... My chyba nie... - Akira, idioto. Wstawaj i mi wszystko wyjaśnij! - Basista tylko zakrył głowę poduszką, która razem z nim wylądowała na podłodze. Chyba mu się specjalnie nie spieszyło. - Rei, no! Woke up~!
- Możesz nie drzeć mordy z samego rana... Proszę... - Wymamrotał i wturlał się pod łóżko. Może i to wyglądało przekomicznie, ale mi za bardzo do śmiechu nie było.
- Nie mogę. Wracam za pięć minut i chcę cię widzieć na nogach. - Wygramoliłem się z łóżka i ubrałem ulubiony dresik. Tak, posiadam taki. Związałem włosy w kitkę i wymaszerowałem z sypialni. Momentalnie zakręciło mi się w głowie.
- CO TO KURWA JEST?! - Wydarłem się.
Nie wierzę. Po prostu nie wierzę, że pięć osób może zrobić taki syf. Z salonu wychylił głowę Aoi.
- Nie. Drzyj. Tej. Mordy. - Prychnął i zmierzył mnie swoimi czarnymi oczami. Aż mnie przeszły dreszcze. Dawno nie widziałem Yuu na kacu. Trzeba przyznać, że to dość niezwykłe zjawisko.
Przepchnąłem go w drzwiach i wpakowałem się do centrum mieszkania.
Spokojnie Ruki, oddychaj. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7... Liczenie do dziesięciu nic nie daje! Korytarz to była tylko namiastka tego co było w salonie! Puszki, butelki, paczki po chipsach, kartony, to nawet nie wiem co to jest, kot, jakaś surykatka... Loading... CO. Przedarłem się przez 50cm zaspy śmieci i wlazłem na stół. To chyba najczystsze miejsce w tym domu.
- Co tu do kurwy nędzy robi surykatka? To jest surykatka... prawda? - Wskazałem palcem na dziwne coś wystające spod sterty kartonów, które nagle ZACZĘŁY SIĘ RUSZAĆ. - Boże. Aoi! Co to jest tam nooooo! - Pisnąłem kiedy to coś zaczęło wstawać i wydawać jakieś dziwne dźwięki. Ja nie chce umierać~!
Kruczoczarny pan tylko się lampił na mnie jak na idiotę. O co mu chodzi. To coś... Wygląda jak... O... To Uruha.
- Uru skarbie. Nie chce nic mówić, ale Ruki stwierdził, że twoje włosy wyglądają jak surykatka. - Shiroyama miał ze mnie niezły polew, a Takashima się jeszcze chyba do końca nie obudził. O Buddo! Banda idiotów!
Zrobiłem naburmuszoną minkę.
- Nie śmiej się tylko zanieś mnie do kuchni. - Rozkazałem. Plebs musi znać swoje miejsce.
- A niby z jakiej racji mam cie nosić?
- A no z takiej, że ja się utopie w tych śmieciach~! Yuu noooo... Ja nie chcę umierać!
- Nie umrzesz, spokojnie. Myślę, że powietrza tam jest wystarczająco.
- Nawet jeśli, to i tak nie wiem co się czai w głębinach! Tam mogą być potwory~! Prooooszeeee... Aoi-chan~! - Zrobiłem minkę zbitego psa na co gitarzysta westchnął głośno i zaczął się przedzierać przez zaspy w moją stronę. HA, 1:0 dla mnie. Tak naprawdę, to nie chciałem chodzić sam z powodu okropnego bólu tylnej części ciała, ale przecież się nie przyznam.
Aoi w końcu dotarł do mnie i obrócił się tyłem bym wskoczył mu na barana. Uwielbiam siedzieć na czyichś plecach, a najlepsze plecy są Yuu i Uruhy. Oooo tak~
Wgramoliłem się na czarnowłosego i ruszyliśmy w stronę kuchni. Mam dziwne wrażenie, że jemu chodzenie również sprawia trudność. Eh... co tu się wyprawia.
Dotarliśmy szczęśliwie do drzwi kuchennych. Zszedłem z gitarzysty i uchyliłem wrota. Tak, wrota. To określenie idealnie pasowało, do tego co znajdowało się w pomieszczeniu. Było tam biurko, czarne zasłony i wielki skórzany fotel obrócony do nas tyłem. Skąd do cholery jasnej to się tam wzięło?!
- Witam. Witam. Jak się spało? - Usłyszałem głos Kai'a dochodzący zza fotela. Co on odpierdala? Aoi wyglądał na tak samo zdezorientowanego jak ja. Czyli on również nic nie rozumie.
- Kai co ty do jasnej cholery odwalasz? - Yuu zmarszczył brwi. Przeniosłem z niego wzrok znów na fotel i również zmniejszyłem odległość między brwiami, a co. Nie będę gorszy.
- Zapytałem czy dobrze się wam spało. - Lider zaczął powoli odwracać się na fotelu. Miał na sobie czarny garnitur, a na kolanach równie czarnego kota. Nie no, tracę wiarę w ludzkość! Po pierwsze, skąd on wytrzasnął kolejnego kota, a po drugie, czemu ma na sobie garniak? On chyba jeszcze nie wytrzeźwiał. - Ruki, czemu Aoi nosi cię na barana? Czemu nie przyszedłeś tu sam? - Uke wypowiadał się w sposób typowo filmowy.
Nie... Ja zrywam z nimi znajomość. Wyprowadzę się i będę pracować w szczerym polu. Tak, to dobry pomysł.
- Jakiś problem Panie Lider? - Stwierdzam, że Kai + Rapeface = Ja pierdziele... Umrzeć. Nic więcej.
- A ty Aoi czemuż to chodzisz tak jakoś krzywo? - Aoi zbladł.
- Kai... tyyyyy~!! - przymrużyłem oczy. On wie. - Gadaj. Ty pamiętasz wszystko z wczorajszej nocy. Gadaj co się działo i gadaj jakim cudem wylądowałem w łóżku z Reitą~! - Yuu spojrzał na mnie wielkimi oczyma. Ups.. Miałem nic nie mówić.
- Rukson, spokojnie. Aoi również cierpi na ból zadniej części ciała. Nie jesteś sam. - Powiedział i zaczął się śmiać niczym psychol z horroru, a raczej komedii, bo zakończył ten majestatyczny śmiech równie majestatycznym kaszlem.
- Kai nooooo... gadaj!
- No dobra. Więc, była impreza. - No proszę. Kto by się domyślił. - Wszystko było ok, ale na koniec, gdzieś o 3-4 nad ranem, zachciało wam się gry w butelkę, a skutki to chyba znacie.
- No, ale... chyba nie było takich zadań żeby się z kimś przespać!
- Nie było, lecz trochę się porobiło i tak wyszło.
- To znaczy, co się porobiło? - Byłem coraz bardziej ciekawy wczorajszego wieczoru. Co ja takiego zrobiłem, że wylądowałem z basistą w łóżku?
- Dostałeś zadanie, żeby powiedzieć Reicie coś, co przed nim ukrywasz i powiedziałeś mu dwa słowa. - I w tym momencie to już nawet nie wiedziałem czy jestem blady jak ściana, czy czerwony jak cegła. Że niby powiedziałem mu "Kocham Cie"?! Nie... Przecież ja nie czułem nic takiego do niego. Prawdą jest to, że blondyn jest niesamowicie przystojny, ale to nic więcej! Trzeba to wyjaśnić.
Wybiegłem z kuchni i wpadłem jak burza do sypialni. Reita stał przy otwartym oknie i palił papierosa. Przeszły mnie dreszcze. Było cholernie zimno. W końcu wczoraj spadł śnieg...
- Akira?
- Hmm..?
- Pamiętasz coś z wczorajszej imprezy?
- Nie specjalnie...
- To świetnie~! - Wyśpiewałem i odwróciłem się na pięcie z zamiarem opuszczenia pokoju. Na daremne moja walka z grawitacją gdyż blondyn w porę mnie zatrzymał.
- Ale zapamiętałem coś najważniejszego. - Wziąłem głęboki oddech. Byłem pewien że teraz będzie się ze mnie nabijał, ale o dziwo nic takiego nie nastąpiło. Poczułem tylko jak obejmuje mnie od tyłu i pociąga lekko tak, że usiedliśmy na łóżku. Przytulił się do mojego karku. - Taka... a ty pamiętasz co mi powiedziałeś? - Nie widziałem jego twarzy, ale byłem pewien, że się uśmiecha.
- C-czy ja wiem? - Dobra, zacząłem się jąkać jak jakaś dziewica. Ruki ogar. Powiedz co masz powiedzieć i z głowy.
- Tak, czy ty wiesz.
- Etto... Kocham Cie. - JEZU NIE TO MIAŁEM POWIEDZIEĆ.
Reita uśmiechnął się i obrócił mnie przodem do siebie po to by namiętnie mnie pocałować. Zamruczałem cicho. - Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. - Powiedział i pocałował mnie znów, lecz tym razem krótko i delikatnie. Stwierdzam, że to były najlepsze urodziny mojego życia. Przyznaję się bez bicia. Dobrze, że mu to powiedziałem, ale teraz koniec tego. Zgramoliłem się z jego kolan.
- Trzeba odgruzować to mieszkanie.
- Przydałoby się. - Blondyn wstał i omiótł wzrokiem sypialnie. Jeżeli on myśli, że tu jest burdel, to niech lepiej stąd nie wychodzi.
Loading...
- WAIT.
- Co?
- A ty nie chcesz mi czegoś powiedzieć? Tak trochę... głupio się czuję. - Odwróciłem od niego wzrok. Strasznie mnie peszy jego nagi tors. Oj strasznie...
- Oczywiście, że chcę ci coś powiedzieć. - Zamruczał i podszedł do mnie. Nachylił się lekko nad moim uchem. - Powiem ci... że uroczo jęczysz. - Wymruczał i zgiął się w pół z powodu dość mocnego uderzenia z pięści w brzuch. Prychnąłem i wyszedłem z sypialni.
- Idiota. - Uśmiechnąłem się do siebie. - Mój idiota.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Num~ Taki krótki one-shot z okazji Rukisiowych urodzin ^3^
To już 33 lata? Tak? Dobrze pamiętam? xD Stara dupa z niego. Nic po nim nie widać, w ogóle się nie zmienia. Też bym tak chciała...
A jeżeli chodzi o to wyżej, to mam nadzieję, że się komukolwiek przypadnie do gustu to co tu nabazgrałam. Więc jeżeli wam się spodobało, to komentujcie. Jeżeli wam się nie spodobało, to też komentujcie. Z góry dziękuję~